niedziela, 15 stycznia 2012

Chapter One.

Nowy Jork. Choć od domu było mi nie aż tak daleko to i tak nigdy nie pomyślałabym, że tam zamieszkam. Chciałam zacząć studia na tutejszym uniwersytecie. Smutno było mi opuszczać rodzinę, znajomych, Michaela... Tak. Chyba najtrudniej było mi opuścić mojego stałego chłopaka. Nigdy się nie rozstawaliśmy, ale wiedziałam, że to w końcu nadejdzie bo jego celem był za to Uniwersytet Kalifornijski. Widziałam jego radość, kiedy dowiedział się, że się udało. Ja także się cieszyłam i liczyłam na to, że nasz związek przetrwa tę próbę chociaż mieliśmy być na dwóch róznych końcach Stanów. Mówiłam Michealowi, że nie wiem czy to możliwe, abyśmy przetrwali, ale prosił, abyśmy spróbowali, więc zgodziłam się.
  Czułam się tu trochę zagubiona. Miasto było ogromne. Oczywiście Toronto także było wielkie, a właściwie jego powierzchnia była prawie taka sama, ale tam nie było, aż takich tłumów. Przerażało mnie to trochę, ale i tak nic nie mogło zepsuć mi humoru. Z lotniska przyjechałam taksówką prosto pod akademik. Mimo, że do Nowego Jorku nie było tak daleko to musiałam dotrzeć tu samolotem, gdyż rodzice jak zwykle byli zapracowani. Nie miałam im tego jednak za złe. Robili co mogli, aby mi i mojemu bratu było jak najlepiej, a każdą wolną chwile poświęcali tylko nam, a tych chwil nie było zbyt wiele. Tata miał własną firmę. Mama za to była artystyczną duszą. Uwielbiała malować, śpiewać, pisać wiersze, a także fotografować. Ciągle gdzieś wyjeżdżała i wszędzie było jej pełno. A to za granicę na malowanie wśród natury, a to na wystawę. Organizowała wszystko razem ze swoimi przyjaciółmi, którzy tak jak ona byli pełni pasji. Uwielbiałam słuchać jak beztrosko śpiewa w kuchni gotując obiad, a następnie siada na tarasie malując złocisty zachód słońca słuchając śpiewu ptaków. Zawsze gdy miałam problem potrafiła mi pomóc. Była dla mnie najlepszą przyjaciółką i nikt tak na prawdę nie był w stanie mi jej zastąpić. Westchnęłam ze smutkiem na myśl o tym, że przez najbliższy czas nie uda nam się zobaczyć i nacisnęłam na klamkę otwierając drzwi do pokoju, ale niestety od razu na kogoś wpadłam. Jęknęłam z bólu czując jak moje czoło pulsuje i podniosłam wzrok. Przede mną stała blondynka o niebieskich oczach patrząc na mnie przerażona.
-Strasznie cię przepraszam! Nic się nie stało?-zapytała zawstydzona widząc jak rozmasowywuje obolałe czoło.
-Nie, nie. Wszystko w porządku...-powiedziałam uścmiechając się do niej, a dziewczyna od razu się rozpromieniła podając mi ręke.
-Candice. Zapewne jesteś moją współlokatorką.-powiedziała, a ja uścisnęłam delikatnie jej dłoń.
-Tak. Jestem Nina. Dopiero przyjechałam, a ty?-zapytałam wnosząc walizki do środka, a Candice ruszyła za mną.
-Ja jestem tutaj od wczoraj. Ciągle przybywa co raz więcej ludzi. Nie jestes stąd, prawda? Przyjechałaś z daleka?-zapytała siadając na łóżku na przeciwko mojego. Moje stało pod oknem z widokiem na miasto.
-Niezupełnie... Przyjechałam z Toronto, a ty?
-Los Angeles...
-Łoł! Kawał drogi! Nie wolałaś iść gdzieś bliżej?-zapytałam marszcząc brwi i szybko rozpakowywując walizki.
-Zawsze ciągnęło mnie do tego miasta, a jeśli nadarza mi się okazja, aby w nim trochę pomieszkać to chętnie z niej skorzystam.-uśmiechnęła się promiennie. Zajęłam się swoim bagażem, ale napotkałam przeszywający wzrok Candice. Zerknęłam na nią kątem oka widząc jej uważne spojrzenie, aż w końcu dziewczyna przerwała tę ciszę.
-Znam cię... Ale nie wiem skąd... Albo kogoś mi przypominasz. Niech pomyślę...-powiedziała główkując, a ja westchnęłam. Wiedziałam o co jej chodzi, ale czekałam cierpliwie, aż sama zgadnie.
-Już wiem! Degrassi! Byłaś tam, prawda?-powiedziała, a ja skinęłam głową.-Nie mogę uwierzyć. Uwielbiałam ten serial. Był jeszcze taki jeden wyprodukowany przez tego samego producenta... Ah tak. Instant Star! Szkoda, że przestali go emitować. Bardzo go lubiłam.
-Oh tak ja także, ale do Degrassi jestem już szczególnie przywiązana.-powiedziałam, a Candice pokiwała głową.
-A'propos aktorstwa... Czytałaś kiedyś ksiązkę The Vampire Diaries?-zapytała Candice, a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę.
-Oczywiście że tak! Mam lekkiego bzika na punkcie wampirów jak chyba wszyscy teraz. A czemu pytasz?
-Wiesz o ile mi wiadomo to po jutrze ma się tu niedaleko odbyć casting. Chcą zrobić serial na podstawie książki. Myślisz, że mogłybyśmy spróbować?-zapytała, a ja spojrzałam na nią zdziwiona i usiadłam na przeciwko.
-Oczywiście! Zaraz, zaraz... grasz?-zapytałam unosząc pytająco brew, a dziewczyna zarumieniła się lekko spuszczając wzrok.
-Tak.
-Dlaczego nic nie mówisz?-zapytałam z wyrzutem.
-Eee tam. Po co się chwalić.-powiedziała pokazując mi język, a ja walnęłam ją dla żartu w ramie.
-Co jeszcze przede mną ukrywasz?-zapytałam patrząc na nią podejrzliwie.
-Hmm... Nie wiem. Może to, że jestem wampirem?-powiedziała udając, że pokazuje mi swoje ostre zęby, a ja zaśmiałam się.-Tak na serio to poza aktorstwem to tylko śpiew.
-Serio? Nagrałaś coś?-zapytałam zdziwiona.
-Taaak, ale to może potem ci pokaże bo myślałam nad takim małym wypadem na miasto.-powiedziała unosząc pytająco brew.
-Jestem jak najbardziej za tylko wiesz jak się tu poruszać tak, żeby nie wpaść w jakieś ciemne zaułki?-zapytałam przygryzając wargę, a Candice zaśmiała się wstając i łapiąc za torbkę.
-Ze mną nie zginiesz. Nie martw się. Chodź. Przy okazji wpadniemy zapisać się na casting. Potem wszystko ci pokaże.-powiedziała, a ja ruszyłam za nią chwytając torebkę i kierując się w stronę drzwi.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna