poniedziałek, 16 stycznia 2012

Chapter Three.


Po jakimś czasie obie byłyśmy gotowe do wyjścia. Skierowałyśmy się od razu do pierwszej-lepszej restauracji niedaleko akademików. Przy jedzeniu Candice opowiadała mi o sobie, swojej rodzinie i swoich pasjach. Z tego co usłyszałam to muzyka jest dla niej bardzo ważna. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu posłucham jak śpiewa. Emanowała z niej niesamowita energia i radość, która byłą zaraźliwa. Już po chwili zapomniałam o smutku i stresie związanym z jutrzejszym dniem i śmiałam się do rozpuku razem z nią. Potrafiła odgonić od ciebie wszystkie złe myśli za co byłam jej bardzo wdzięczna. Nie obyło się bez pierwszych drinków w restauracji przez co wyszłyśmy z niej lekko chwijnym krokiem, ale trzymałam się na tyle dobrze, że udawało mi się uspokoić Candice, która z drugiej strony nie miała zbyt mocnej głowy. Trochę przestraszyłam się co będzie z nią jutro w końcu musimy wcześnie wstać, ale gdy weszłyśmy do klubu zapomniałam o tym i ruszyłam razem z Candice na parkiet. W między czasie Candice przynosiła ze sobą drinki dla nas dwóch.
-Myślałam, że to ja mam ci je dziś postawić.-krzyknęłam do niej próbując przebić się przez głośną muzykę.
-Nie, nie. Ty miałaś kupić drinki "wstępne". Teraz czas na te od tych przystojnych facetów, którzy siedzą przy barze.-zaśmiała się Candice spoglądając ukradkiem na wpatrzoną w nas grupkę mężczyzn. Spojrzałam na nią wytrzeszczonymi oczami, a ona uśmiechnęła się niewinnie na co ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem i pociągnęłam ją do tańca odstawiając szklankę na stolik. Zaczęłyśmy tańczyć, ale powoli alkohol dawał o sobie znać. Poczułam jak kręci mi się w głowie, a obraz zamazuje się utrudniając mi jakąkolwiek widoczność. Zachwiałam się lekko i poczułam czyjeś ręce łapiące mnie w pasie. Odwróciłam się szybko przerażona patrząc ze strachem w oczy obejmującego mnie mężczyzny. Uśmiechnął się do mnie cwaniacko, a ja spojrzałam na jego ręcę, które nadal tkwiły an moich biodrach. Chłopak wyglądał na trochę podpitego, a za nim stało stało jeszcze trzech takich.
-Może ci pomóc, skarbie?-zapytał, a mężczyźni zaśmiali się. Jeden z nich ruszył w stronę Candice łapiąc ją mocno za ręce i przysuwając w swoją stronę. Patrzyłam na to z przerażeniem próbując wyrwać się z rąk mężczyzny, ale on jeszcze bardziej zaczął na mnie napierać, nie rozluźniając uścisku. Zaczęłam w panice rozglądać się dookoła, ale nikt nie zwracał na nas uwagi. Chłopak zaczął zbliżać się do moich ust mocno mnie trzymając, a ja ze złości mocno kopnęłam go w czułe miejsce. Mężczyzna zaczął klnąć patrząc na mnie z nienawiścią i podniósł rękę zaciskając zęby. Cofnęłam się do tyłu, ale ruszył powoli w moją stronę uśmiechając się ironicznie.
-Liczyłem, że będziesz bardziej zgodna. W takim bądź razie trzeba zastosować bardziej drastycznych środków, kochanie.-powiedział.
Poczułam ściane za swoimi plecami i głośno przełkęłam ślinę. Miałam wrażenie, że cała sala słyszy jak szybko bije mi serce. Jak drżę ze strachu, a nikt tego nie widzi. Zamknęłam mocno oczy nie chcąc już na to patrzeć i usłyszał donośny, męski głos, ale nie był to głos jednego z tych facetów.
-Hej! Zostaw ją.
Uchyliłam nieśmiało powieki i zobaczyłam jak mój napastnik odwraca się ze złością w stronę bruneta. Nieziemsko przystojnego bruneta...
-Nie wtrącaj się. To nie twój interes.-warknął mężczyzna w stronę mojego wybawcy, a ten zaśmiał się pod nosem nie spuszczając z niego wzroku.
-Daj jej spokój, albo porozmawiamy na zewnątrz. Nie róbmy zamieszania.-uśmiechnął się ironicznie, a ja spojrzałam w stronę Candice, którą rozcierała obolałe nadgarstki, a obok niej stało czterech mężczyzn, których kojarzyłam z baru. Kumple chłopaka, który mnie zaatakował zniknęli wśród tłumu odchodząc w pośpiechu, a on zerknął na nich zagryzając wargę. Spojrzał na mnie ze złością mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu, przerzucił wzrok na bruneta i ruszył śladem kolegów. Odetchnęłam z ulgą zamykając oczy i opierając się o ścianę. Po chwili poczułam ciepłą dłoń na moim ramieniu i ten aksamitny głos.
-Wszystko w porządku?-zapytał mężczyzna, a ja uchyliłam powieki kiwając lekko głową.
-Dziękuję... Gdyby nie ty...-szepnęłam wpatrzona w parkiet wiedząc, że zapewne za dużo z tego nie usłyszał. Spojrzał mu w oczy, a on uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jestem Ian.-powiedział podając mi rękę.
-Nina...-powiedziałam nieśmiało zerkając na Candice, która już flirtowała z jakimś blondynem. Przewróciłam oczami i spojrzałam na Ian'a, który zaśmiał się widząc moją minę.-Chyba ją stąd zabiorę.
-Może was podwieźć?-zapytał, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie. Zaśmiał się i spojrzał mi w oczy.
-Nie martw się. Nie ratowaliśmy was po to, żeby zająć miejsce tych idiotów. Po prostu uważam, że lepiej byłoby nie puszczać was na ulicę samych w środku nocy. Nie po to się tu staramy, żeby znowu ktoś was złapał.-zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam się zagryzając wargę i patrząc niepewnie w stronę Candice, która jak widać już dobrze zapoznała się z resztą chłopaków.
-No dobrze...-powiedziałam, a Ian uśmiechnął się kiwając ręką, żebym szła za nim. Candice z chłopakami ruszyli przodem. Już po chwili ładowaliśmy się do samochodów. Jechałam z Ian'em, a moja współlokatorka z resztą. Trochę miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam ją z nimi samą, ale nie wyglądała jakby miała mi to za złe.
-Jesteś stąd?-zapytał brunet przerywając moje rozmyślania.
-Nie. Przyjechałam z Toronto na studia.-powiedziałam.
-NYU?-zapytał zerkając na mnie kątem oka.
-Tak...
-Pamiętam jak tam chodziłem. Wspaniała szkoła, fajni ludzie, niezapomniane imprezy.-powiedział sugestywnie poruszając brwami, a ja przewróciłam oczami i zaśmiałam się pod nosem. Kurcze. Czyli skończył już studia... No to ciekawe ile ma lat. Jednak nie miałam odwagi go o to zapytać.
-Dziś dopiero co przyjechałam, a właściwie... wczoraj.-powiedziałam patrząc na zegarek i wytrzeszczyłam oczy nie wierząc jak jest już późno. Ian spojrzał na mnie pytająco przerzucając wzrok na zegarek.
-Widzę, że nieźle zaczęłaś.-powiedział ze śmiechem, a ja walnęłam go w ramie.
-To nie jest śmieszne.
-Było tyle nie pić.-powiedział, a ja spojrzałam na niego mrużąc oczy.
-A ty to co? Powinnam sprawdzić cię moim alkomatem zanim wsiąde z tobą do wozu.
-Masz taki?-zapytał patrząc na mnie ze zdziwieniem.
-A mam! Ale w pokoju...
-W takim razie musiałabyś mnie zaprosić.-powiedział uśmiechając się do mnie, a ja zarumieniłam się spuszczając wzrok. Akurat dojechaliśmy, więc szybko wyskoczyłam z samochodu. Zobaczyłam jak z drugiego auta wysiada Candice i macha wesoło w moją stronę tracąc równowagę. Blondyn złapał ją w pasie i podciągnął do góry, a ja zaśmiałam się pod nosem idąc w jej stronę.
-Nina! Może zaprosimy ich do środka?-zapytała Candice, a ja spojrzałam na nią karcąco przerzucając swój wzrok na chłopaków.
-Przepraszam was, ale właściwie to musimy jutro rano wcześnie wstać, a dokładnie za jakieś 4 godziny, więc wybaczycie mi jeżeli powiem wam, że zaprosimy was innym razem?-spojrzałam na nich niewinnie, a oni uśmiechnęli się.
-No jasne, że tak. Dałem Candice swój numer w razie czego. Jakbyście kiedyś potrzebowały pomocy lub po prostu towarzystwa.-powiedział blondyn puszczając mi oczko, a ja się uśmiechnęłam.
-Może ty także dasz mi swój numer? Chciałbym się jeszcze z tobą spotkać.-powiedział Ian zbliżając się do mnie, a chłopacy ruszyli w stronę samochodów. Skinęłam głową i podyktowałam mu numer.
-Dzięki. W takim razie do zobaczenia.-uśmiechnął się.
-Jeszcze raz ci dziękuję...-powiedziałam i nieśmiało pocałowałam go delikatnie w policzek.-To pa!
Rzuciłam szybko i odwróciłam się na pięcie łapiąc Candice za rękę i ciągnąc w stronę akademika.

niedziela, 15 stycznia 2012

Another story...

Tak przy okazji chciałabym Was jeszcze zaprosić na moje drugie opowiadanie, które niestety nie jest już związane z The Vampire Diaries, ale mam nadzieję, że mimo wszystko się Wam spodoba. Prowadzę go razem z przyjaciółką. www.faith-and-power.blog.onet.pl i blog mojej przyjaciółki: delena-beginning.blog.onet.pl Jak widać ten jest poświęcony Elenie i Damonowi ;- ). Zapraszam :)

Chapter Two.

-Matko tu jest wspaniale!-krzyknęłam rozglądając się dookoła.
-Nie Nina. To te zakupy są wspaniałe.-powiedziała Candice patrząc na mnie wzrokiem mówiącym, że to chyba oczywiste. Zaśmiałam się i pociągnęłam ją za rękę w stronę budynku w którym jutro miał się odbyć casting.
-Jeśli się dostanę to będę z tobą chodzić na zakupy zawsze kiedy poprosisz.
Weszłyśmy do środka i zarejestrowałyśmy. Dostałyśmy krótki scenariusz, który miałyśmy przećwiczyć. Zdecydowałam się tylko na Elenę chociaż wiedziałam, że w książce jest blondynką to liczyłam, że nie będą na to patrzeć. Z resztą co szkodzi spróbować. Candice wzięła scenariusz do roli Eleny i Caroline. Jej pasowałyby obie role. Gdy wróciłyśmy postanowiłam wziąć się ostro za scenariusz. Strasznie mi na tym zależało. Liczyłam, że mi się uda. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu, więc szybko złapałam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Mama.
-Hej, mamuś.-powiedziałam kryjąc zawód bo to jednak nie na jej telefon czekałam.
-Przykro mi, że nie jestem Michaelem, ale chciałam dowiedzieć się co u ciebie. Jednak prawie uwierzyłam, że cieszysz się, że dzwonie.-powiedziała, a ja westchnęłam cicho.-Nadal się nie odzywa?
-Niestety...
-Pewnie jest w drodze. Bądź cierpliwa.
-Wiesz mi staram się.-mruknęłam, widząc pytające spojrzenie Candice.
-A jak studia? Poznałaś kogoś?
-Tak. Nawet byłam już na zakupach ze swoją współlokatorką i coś czuje, że nie skończy się na jednych w tym tygodniu.-powiedziałam uśmiechając się w stronę blondynki.
-Lepiej tak nie szalejcie tylko znajdźcie pracę.-powiedziała mama śmiejąc się.
-Jak się uda to dostanę nawet tę wymarzoną... Jest jutro casting do serialu. Idziemy razem, więc trzymaj za nas kciuki!
-To świetnie! Oczywiście, że będę! Daj mi jutro znać jak poszło.-powiedziała.
-Nie ma sprawy. Dobra, ja kończę bo muszę to skończyć. Chcę wypaść jak najlepiej, rozumiesz...-powiedziałam i pożegnałam się z mamą. Na wspomnienie Michaela znowu dopadło mnie małe przygnębienie. Candice rzuciła scenariusz na poduszkę i usiadła koło mnie na łóżku.
-Co jest?-zapytała marszcząc brwi, a ja westchnęłam ciężko.
-Nic po prostu... Mój chłopak się nie odzywa. Wyjechał na uniwersytet na drugim końcu kraju i po prostu jest mi z tym strasznie ciężko. Zawsze spędzaliśmy razem każdy dzień. Mieliśmy wspólnych przyjaciół, więc to nie było trudne...-powiedziałam skubiąc w zamyśleniu delikatny materiał koca, którym byłam okryta. Candice uśmiechnęła się blado i objęła mnie ramieniem.
-Nie martw się. Bądź cierpliwa, a na pewno zadzwoni. Zawsze to ty możesz być pierwsza.-powiedziała wręczając mi telefon, ale pokiwałam głową.
-To już wolę poczekać.-uśmiechnęłam się smutno.
Przez chwile panowała zupełna cisza. Każda z nas pogrążyła się w swoich własnych przemyśleniach, aż nagle Candice zerwała się na równe nogi stając przede mną.
-Co powiesz na mały nocy wypad na miasto? Pójdziemy coś zjeść, a potem zrobimy mały obchód po klubach?-powiedziała zachęcająco.
-Nie wiem czy to dobry pomysł... Nie mam nastroju, a poza tym powinnyśmy ćwiczyć, jeśli ma nam się udać...-powiedziałam niepewnie, ale blondynka nie dawała za wygraną.
-Daj spokój! Rozerwiesz się i zapomnisz o wszystkim, a jutro pójdziesz tam z uśmiechem na ustach, a nie w dołku. Proszę?-powiedziała robiąc maślane oczy, a ja westchnęłam zrezygnowana.
-Niech ci będzie...-mruknęłam, a Candice od razu skierowała się w stronę szafy.
-Wspaniale! W takim razie dobrze, że poszłyśmy dziś na zakupy.-powiedziała rzucając w moją stronę krótką, czarną sukienkę, a ja spojrzałam na nią wytrzeszczonymi oczami.
-Myślałam, że jej nie wzięłam...
-Widziałam, że się wahasz, a leżała na tobie fantastycznie, więc jak poszłaś po kawę to ci ją wzięłam. Nie dziękuj.-powiedziała szybko wygrzebując coś z szafy.
-W takim razie muszę ci oddać pieniądze!-powiedziałam, a dziewczyna machnęła ręką.
-Daj spokój. Odpłacasz mi się tym, że pozwalasz mi cię gdzieś wyciągnąć. Możesz mi być co najwyżej winna drinka chociaż wolałabym go dostać od jakiegoś przystojnego mężczyzny, ale to może być tak na początek.-powiedziała i mrugnęła do mnie, a ja szybko chwyciłam sukienkę i ruszyłam w stronę łazienki. Może na prawdę to mi dobrze zrobi. Zabawię się i odpocznę. Może kogoś poznam... Nie! Stop! Masz chłopaka... Który się nie odzywa. Westchnęłam i sięgnęłam po kosmetyki biorąc się do roboty.

Chapter One.

Nowy Jork. Choć od domu było mi nie aż tak daleko to i tak nigdy nie pomyślałabym, że tam zamieszkam. Chciałam zacząć studia na tutejszym uniwersytecie. Smutno było mi opuszczać rodzinę, znajomych, Michaela... Tak. Chyba najtrudniej było mi opuścić mojego stałego chłopaka. Nigdy się nie rozstawaliśmy, ale wiedziałam, że to w końcu nadejdzie bo jego celem był za to Uniwersytet Kalifornijski. Widziałam jego radość, kiedy dowiedział się, że się udało. Ja także się cieszyłam i liczyłam na to, że nasz związek przetrwa tę próbę chociaż mieliśmy być na dwóch róznych końcach Stanów. Mówiłam Michealowi, że nie wiem czy to możliwe, abyśmy przetrwali, ale prosił, abyśmy spróbowali, więc zgodziłam się.
  Czułam się tu trochę zagubiona. Miasto było ogromne. Oczywiście Toronto także było wielkie, a właściwie jego powierzchnia była prawie taka sama, ale tam nie było, aż takich tłumów. Przerażało mnie to trochę, ale i tak nic nie mogło zepsuć mi humoru. Z lotniska przyjechałam taksówką prosto pod akademik. Mimo, że do Nowego Jorku nie było tak daleko to musiałam dotrzeć tu samolotem, gdyż rodzice jak zwykle byli zapracowani. Nie miałam im tego jednak za złe. Robili co mogli, aby mi i mojemu bratu było jak najlepiej, a każdą wolną chwile poświęcali tylko nam, a tych chwil nie było zbyt wiele. Tata miał własną firmę. Mama za to była artystyczną duszą. Uwielbiała malować, śpiewać, pisać wiersze, a także fotografować. Ciągle gdzieś wyjeżdżała i wszędzie było jej pełno. A to za granicę na malowanie wśród natury, a to na wystawę. Organizowała wszystko razem ze swoimi przyjaciółmi, którzy tak jak ona byli pełni pasji. Uwielbiałam słuchać jak beztrosko śpiewa w kuchni gotując obiad, a następnie siada na tarasie malując złocisty zachód słońca słuchając śpiewu ptaków. Zawsze gdy miałam problem potrafiła mi pomóc. Była dla mnie najlepszą przyjaciółką i nikt tak na prawdę nie był w stanie mi jej zastąpić. Westchnęłam ze smutkiem na myśl o tym, że przez najbliższy czas nie uda nam się zobaczyć i nacisnęłam na klamkę otwierając drzwi do pokoju, ale niestety od razu na kogoś wpadłam. Jęknęłam z bólu czując jak moje czoło pulsuje i podniosłam wzrok. Przede mną stała blondynka o niebieskich oczach patrząc na mnie przerażona.
-Strasznie cię przepraszam! Nic się nie stało?-zapytała zawstydzona widząc jak rozmasowywuje obolałe czoło.
-Nie, nie. Wszystko w porządku...-powiedziałam uścmiechając się do niej, a dziewczyna od razu się rozpromieniła podając mi ręke.
-Candice. Zapewne jesteś moją współlokatorką.-powiedziała, a ja uścisnęłam delikatnie jej dłoń.
-Tak. Jestem Nina. Dopiero przyjechałam, a ty?-zapytałam wnosząc walizki do środka, a Candice ruszyła za mną.
-Ja jestem tutaj od wczoraj. Ciągle przybywa co raz więcej ludzi. Nie jestes stąd, prawda? Przyjechałaś z daleka?-zapytała siadając na łóżku na przeciwko mojego. Moje stało pod oknem z widokiem na miasto.
-Niezupełnie... Przyjechałam z Toronto, a ty?
-Los Angeles...
-Łoł! Kawał drogi! Nie wolałaś iść gdzieś bliżej?-zapytałam marszcząc brwi i szybko rozpakowywując walizki.
-Zawsze ciągnęło mnie do tego miasta, a jeśli nadarza mi się okazja, aby w nim trochę pomieszkać to chętnie z niej skorzystam.-uśmiechnęła się promiennie. Zajęłam się swoim bagażem, ale napotkałam przeszywający wzrok Candice. Zerknęłam na nią kątem oka widząc jej uważne spojrzenie, aż w końcu dziewczyna przerwała tę ciszę.
-Znam cię... Ale nie wiem skąd... Albo kogoś mi przypominasz. Niech pomyślę...-powiedziała główkując, a ja westchnęłam. Wiedziałam o co jej chodzi, ale czekałam cierpliwie, aż sama zgadnie.
-Już wiem! Degrassi! Byłaś tam, prawda?-powiedziała, a ja skinęłam głową.-Nie mogę uwierzyć. Uwielbiałam ten serial. Był jeszcze taki jeden wyprodukowany przez tego samego producenta... Ah tak. Instant Star! Szkoda, że przestali go emitować. Bardzo go lubiłam.
-Oh tak ja także, ale do Degrassi jestem już szczególnie przywiązana.-powiedziałam, a Candice pokiwała głową.
-A'propos aktorstwa... Czytałaś kiedyś ksiązkę The Vampire Diaries?-zapytała Candice, a ja spojrzałam na nią jak na wariatkę.
-Oczywiście że tak! Mam lekkiego bzika na punkcie wampirów jak chyba wszyscy teraz. A czemu pytasz?
-Wiesz o ile mi wiadomo to po jutrze ma się tu niedaleko odbyć casting. Chcą zrobić serial na podstawie książki. Myślisz, że mogłybyśmy spróbować?-zapytała, a ja spojrzałam na nią zdziwiona i usiadłam na przeciwko.
-Oczywiście! Zaraz, zaraz... grasz?-zapytałam unosząc pytająco brew, a dziewczyna zarumieniła się lekko spuszczając wzrok.
-Tak.
-Dlaczego nic nie mówisz?-zapytałam z wyrzutem.
-Eee tam. Po co się chwalić.-powiedziała pokazując mi język, a ja walnęłam ją dla żartu w ramie.
-Co jeszcze przede mną ukrywasz?-zapytałam patrząc na nią podejrzliwie.
-Hmm... Nie wiem. Może to, że jestem wampirem?-powiedziała udając, że pokazuje mi swoje ostre zęby, a ja zaśmiałam się.-Tak na serio to poza aktorstwem to tylko śpiew.
-Serio? Nagrałaś coś?-zapytałam zdziwiona.
-Taaak, ale to może potem ci pokaże bo myślałam nad takim małym wypadem na miasto.-powiedziała unosząc pytająco brew.
-Jestem jak najbardziej za tylko wiesz jak się tu poruszać tak, żeby nie wpaść w jakieś ciemne zaułki?-zapytałam przygryzając wargę, a Candice zaśmiała się wstając i łapiąc za torbkę.
-Ze mną nie zginiesz. Nie martw się. Chodź. Przy okazji wpadniemy zapisać się na casting. Potem wszystko ci pokaże.-powiedziała, a ja ruszyłam za nią chwytając torebkę i kierując się w stronę drzwi.

Welcome.

Chciałabym powitać Was na blogu na którym pisać będę opowiadanie o ekipie z The Vampire Diaries. Głównie zapewne skupimy się tu na relacji Ian-Nina. Tak, tak wiem, że to bardzo powszechny temat, ale lubię tę parę i od dawna korciło mnie, żeby napisać coś takiego, ale nie byłam pewna jak zacząć i generalnie jak to opowiedzieć. Postanowiłam, że będzie to trochę różne od faktów. Zgadzać się będą aktorzy i serial będzie taki sam, ale chciałabym żeby było trochę inaczej... Pewnie zastanowię się na tym dopiero jak będę pisać. W każdym razie postaram się dodać rozdział w jak najszybszym czasie, ale obecnie prowadzę już dwa blogi z opowiadaniami. Jeden o The Vampire Diaries, a drugi o spełnianiu marzeń. Mam nadzieję, że się Wam tu spodoba i będziecie tu często zaglądać :)