Chapter Three.
Po jakimś czasie obie byłyśmy gotowe do wyjścia. Skierowałyśmy się od razu do pierwszej-lepszej restauracji niedaleko akademików. Przy jedzeniu Candice opowiadała mi o sobie, swojej rodzinie i swoich pasjach. Z tego co usłyszałam to muzyka jest dla niej bardzo ważna. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu posłucham jak śpiewa. Emanowała z niej niesamowita energia i radość, która byłą zaraźliwa. Już po chwili zapomniałam o smutku i stresie związanym z jutrzejszym dniem i śmiałam się do rozpuku razem z nią. Potrafiła odgonić od ciebie wszystkie złe myśli za co byłam jej bardzo wdzięczna. Nie obyło się bez pierwszych drinków w restauracji przez co wyszłyśmy z niej lekko chwijnym krokiem, ale trzymałam się na tyle dobrze, że udawało mi się uspokoić Candice, która z drugiej strony nie miała zbyt mocnej głowy. Trochę przestraszyłam się co będzie z nią jutro w końcu musimy wcześnie wstać, ale gdy weszłyśmy do klubu zapomniałam o tym i ruszyłam razem z Candice na parkiet. W między czasie Candice przynosiła ze sobą drinki dla nas dwóch.
-Myślałam, że to ja mam ci je dziś postawić.-krzyknęłam do niej próbując przebić się przez głośną muzykę.
-Nie, nie. Ty miałaś kupić drinki "wstępne". Teraz czas na te od tych przystojnych facetów, którzy siedzą przy barze.-zaśmiała się Candice spoglądając ukradkiem na wpatrzoną w nas grupkę mężczyzn. Spojrzałam na nią wytrzeszczonymi oczami, a ona uśmiechnęła się niewinnie na co ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem i pociągnęłam ją do tańca odstawiając szklankę na stolik. Zaczęłyśmy tańczyć, ale powoli alkohol dawał o sobie znać. Poczułam jak kręci mi się w głowie, a obraz zamazuje się utrudniając mi jakąkolwiek widoczność. Zachwiałam się lekko i poczułam czyjeś ręce łapiące mnie w pasie. Odwróciłam się szybko przerażona patrząc ze strachem w oczy obejmującego mnie mężczyzny. Uśmiechnął się do mnie cwaniacko, a ja spojrzałam na jego ręcę, które nadal tkwiły an moich biodrach. Chłopak wyglądał na trochę podpitego, a za nim stało stało jeszcze trzech takich.
-Może ci pomóc, skarbie?-zapytał, a mężczyźni zaśmiali się. Jeden z nich ruszył w stronę Candice łapiąc ją mocno za ręce i przysuwając w swoją stronę. Patrzyłam na to z przerażeniem próbując wyrwać się z rąk mężczyzny, ale on jeszcze bardziej zaczął na mnie napierać, nie rozluźniając uścisku. Zaczęłam w panice rozglądać się dookoła, ale nikt nie zwracał na nas uwagi. Chłopak zaczął zbliżać się do moich ust mocno mnie trzymając, a ja ze złości mocno kopnęłam go w czułe miejsce. Mężczyzna zaczął klnąć patrząc na mnie z nienawiścią i podniósł rękę zaciskając zęby. Cofnęłam się do tyłu, ale ruszył powoli w moją stronę uśmiechając się ironicznie.
-Liczyłem, że będziesz bardziej zgodna. W takim bądź razie trzeba zastosować bardziej drastycznych środków, kochanie.-powiedział.
Poczułam ściane za swoimi plecami i głośno przełkęłam ślinę. Miałam wrażenie, że cała sala słyszy jak szybko bije mi serce. Jak drżę ze strachu, a nikt tego nie widzi. Zamknęłam mocno oczy nie chcąc już na to patrzeć i usłyszał donośny, męski głos, ale nie był to głos jednego z tych facetów.
-Hej! Zostaw ją.
Uchyliłam nieśmiało powieki i zobaczyłam jak mój napastnik odwraca się ze złością w stronę bruneta. Nieziemsko przystojnego bruneta...
-Nie wtrącaj się. To nie twój interes.-warknął mężczyzna w stronę mojego wybawcy, a ten zaśmiał się pod nosem nie spuszczając z niego wzroku.
-Daj jej spokój, albo porozmawiamy na zewnątrz. Nie róbmy zamieszania.-uśmiechnął się ironicznie, a ja spojrzałam w stronę Candice, którą rozcierała obolałe nadgarstki, a obok niej stało czterech mężczyzn, których kojarzyłam z baru. Kumple chłopaka, który mnie zaatakował zniknęli wśród tłumu odchodząc w pośpiechu, a on zerknął na nich zagryzając wargę. Spojrzał na mnie ze złością mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu, przerzucił wzrok na bruneta i ruszył śladem kolegów. Odetchnęłam z ulgą zamykając oczy i opierając się o ścianę. Po chwili poczułam ciepłą dłoń na moim ramieniu i ten aksamitny głos.
-Wszystko w porządku?-zapytał mężczyzna, a ja uchyliłam powieki kiwając lekko głową.
-Dziękuję... Gdyby nie ty...-szepnęłam wpatrzona w parkiet wiedząc, że zapewne za dużo z tego nie usłyszał. Spojrzał mu w oczy, a on uśmiechnął się przyjaźnie.
-Jestem Ian.-powiedział podając mi rękę.
-Nina...-powiedziałam nieśmiało zerkając na Candice, która już flirtowała z jakimś blondynem. Przewróciłam oczami i spojrzałam na Ian'a, który zaśmiał się widząc moją minę.-Chyba ją stąd zabiorę.
-Może was podwieźć?-zapytał, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie. Zaśmiał się i spojrzał mi w oczy.
-Nie martw się. Nie ratowaliśmy was po to, żeby zająć miejsce tych idiotów. Po prostu uważam, że lepiej byłoby nie puszczać was na ulicę samych w środku nocy. Nie po to się tu staramy, żeby znowu ktoś was złapał.-zaśmiał się, a ja uśmiechnęłam się zagryzając wargę i patrząc niepewnie w stronę Candice, która jak widać już dobrze zapoznała się z resztą chłopaków.
-No dobrze...-powiedziałam, a Ian uśmiechnął się kiwając ręką, żebym szła za nim. Candice z chłopakami ruszyli przodem. Już po chwili ładowaliśmy się do samochodów. Jechałam z Ian'em, a moja współlokatorka z resztą. Trochę miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam ją z nimi samą, ale nie wyglądała jakby miała mi to za złe.
-Jesteś stąd?-zapytał brunet przerywając moje rozmyślania.
-Nie. Przyjechałam z Toronto na studia.-powiedziałam.
-NYU?-zapytał zerkając na mnie kątem oka.
-Tak...
-Pamiętam jak tam chodziłem. Wspaniała szkoła, fajni ludzie, niezapomniane imprezy.-powiedział sugestywnie poruszając brwami, a ja przewróciłam oczami i zaśmiałam się pod nosem. Kurcze. Czyli skończył już studia... No to ciekawe ile ma lat. Jednak nie miałam odwagi go o to zapytać.
-Dziś dopiero co przyjechałam, a właściwie... wczoraj.-powiedziałam patrząc na zegarek i wytrzeszczyłam oczy nie wierząc jak jest już późno. Ian spojrzał na mnie pytająco przerzucając wzrok na zegarek.
-Widzę, że nieźle zaczęłaś.-powiedział ze śmiechem, a ja walnęłam go w ramie.
-To nie jest śmieszne.
-Było tyle nie pić.-powiedział, a ja spojrzałam na niego mrużąc oczy.
-A ty to co? Powinnam sprawdzić cię moim alkomatem zanim wsiąde z tobą do wozu.
-Masz taki?-zapytał patrząc na mnie ze zdziwieniem.
-A mam! Ale w pokoju...
-W takim razie musiałabyś mnie zaprosić.-powiedział uśmiechając się do mnie, a ja zarumieniłam się spuszczając wzrok. Akurat dojechaliśmy, więc szybko wyskoczyłam z samochodu. Zobaczyłam jak z drugiego auta wysiada Candice i macha wesoło w moją stronę tracąc równowagę. Blondyn złapał ją w pasie i podciągnął do góry, a ja zaśmiałam się pod nosem idąc w jej stronę.
-Nina! Może zaprosimy ich do środka?-zapytała Candice, a ja spojrzałam na nią karcąco przerzucając swój wzrok na chłopaków.
-Przepraszam was, ale właściwie to musimy jutro rano wcześnie wstać, a dokładnie za jakieś 4 godziny, więc wybaczycie mi jeżeli powiem wam, że zaprosimy was innym razem?-spojrzałam na nich niewinnie, a oni uśmiechnęli się.
-No jasne, że tak. Dałem Candice swój numer w razie czego. Jakbyście kiedyś potrzebowały pomocy lub po prostu towarzystwa.-powiedział blondyn puszczając mi oczko, a ja się uśmiechnęłam.
-Może ty także dasz mi swój numer? Chciałbym się jeszcze z tobą spotkać.-powiedział Ian zbliżając się do mnie, a chłopacy ruszyli w stronę samochodów. Skinęłam głową i podyktowałam mu numer.
-Dzięki. W takim razie do zobaczenia.-uśmiechnął się.
-Jeszcze raz ci dziękuję...-powiedziałam i nieśmiało pocałowałam go delikatnie w policzek.-To pa!
Rzuciłam szybko i odwróciłam się na pięcie łapiąc Candice za rękę i ciągnąc w stronę akademika.
